129. #Kabina Statku Powietrznego US AirForce

– Proszę, oto Cabin, ale nie mamy nawet pościeli do wynajęcia, wszystko zajęte. 
– O kurwa! Coś wspaniałego! Bierzemy!
–
Na jak długo? 
–
Na długą, dzisiejszą noc. Zostały nam jeszcze 4 noclegi na Dzikim Zachodzie. Odliczanie czas zacząć. 
–
…Bo potem Dziki Zachód przestanie istnieć, ale oni tego jeszcze nie wiedzą – [w tym momencie, w recepcji, kudłaty mruczek mruczy sobie pod wąsem].
–
Ile to kosztuje?
–
50.
–
Bajka!
–
To zapraszam do kiosku, tam załatwimy formalności.
–
Świetnie to Państwo wyczarowali, idealnie pod nasze gusta. A proszę nam powiedzieć, czy w recepcji macie może piwo? Albo jakieś inne napoje Aaa?
–
Niestety nie. W Moab mamy prohibicję. Alko można kupić tylko w licencjonowanych sklepach.
–
Whaaaaaat? Że co proszę? A licencjonowane sklepy – to do której są czynne? Pewnie tylko do zachodu słońca?
–
No niestety, już są nieczynne, za późno. Słońce właśnie zaszło.
–
Posłuchaj mnie Dziekciu, my tego nie przetrwamy tam, w tej budzie, w życiu nie widziałem takiego syfu, to jest A-WY-KO-NAL-NE!
–
Ty tu masz różne układy, to coś wykombinuj, Skontaktuj się z NIMI, to Twój warsztat pracy przecież.
–
Dobra, płacimy, nie mamy innego wyjścia i natychmiast ruszajmy do centrum. Trzeba się rozejrzeć za meliną. Kiedyś człowiek znał wszystkie mety w okolicy, a teraz zrobił się wygodny, bo pełna oferta na wyciągnięcie ręki, na każdym rogu ulicy.
–
Ale nie w Moab. Nie w tej Ameryce. Tylko w San Francisco było po naszemu.
–
I na plaży w Los Angeles…
–
A no tak, tam też było OK.
–
I w Vegas!
–
Tego nie pamiętam.

Spis treści